Przykład mojego dobrego wychowania i praktykowania śmiechoterapii

Barbara Serwin
16.07.2009

Ostatnio mam gorszy okres i kiepsko się czuję. Kręgosłup strajkuje, więc moje samopoczucie jest w dolnych rejestrach stanów niskich. Gdyby nie postanowienie, że się nie dam, to chyba nie pozostałoby mi nic innego, aniżeli zabić się własną pięścią. Ale jak postanowiłam, że się nie dam, to się nie daję, bo ja stanowcza kobita jestem. Stanowczo też lubię życie. Dlatego ignoruję, na ile się da, chroniczny ból i staram się mimo choroby normalnie żyć. W związku z tym, wracając dzisiaj z zastrzyku, zdecydowałam, że zajdę do pobliskiego marketu i zobaczę, czy nie ma przypadkiem ładnych bucików na wyprzedaży. Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Łaziłam sobie ledwie żywa między regałami i jakoś nie mogłam się skupić na zakupach. Diabli wiedzą po co, pod czaszką tłukła mi się myśl, że te buty już niedługo mogą mi się do niczego nie przydać − kręgosłup wysiądzie i będę oglądać świat z pozycji wózka inwalidzkiego. To po co mi wtedy nowe buty? Te czarne myśli nie dały się odgonić, więc doszłam do wniosku, że dzisiaj z zakupów nic nie będzie. Dlatego zrobiłam obrót na pięcie i ruszyłam w kierunku wyjścia. Nagle, między regałami, zobaczyłam znajomą kobitkę, na chwilę się ożywiłam i kłaniając się jej, powiedziałam: Dzień dobry pani. Znajoma się odkłoniła, ale nie odpowiedziała pozdrowieniem na pozdrowienie.

Dopiero po chwili dotarło do mnie, że ukłoniłam się swojemu odbiciu w lustrze. Lustro było wpasowane pomiędzy dwa regały, więc mogłam go nie zauważyć, ale żeby nie poznać siebie, i to na trzeźwo, to jednak przesada. Może jestem głupia i ledwie żywa, ale za to jaka grzeczna − pomyślałam. Ta konkluzja tak mnie rozśmieszyła, że zaczęłam się histerycznie śmiać i nie mogłam przestać.



Zupełnie mi nie przeszkadzało, że dwie młode ekspedientki patrzyły na mnie jak na wariatkę. Wcale nie miałam im tego za złe. Sklep był prawie pusty, więc obserwując nielicznych klientów, musiały widzieć, jak sama sobie się kłaniam, a potem rechoczę radośnie. To co niby miały o mnie pomyśleć? Śmiałam się w sklepie, śmiałam się w drodze do domu. Lubię się śmiać, a powód do śmiechu sam się znalazł, więc czemu nie skorzystać. Szczególnie, że powiedzenie „śmiech to zdrowie” dokładnie oddaje działanie śmiechu na nasz organizm.

Starożytni nie mieli wątpliwości, że zabawa i śmiech służą ludzkiemu zdrowiu, ale z latami trochę o tym zapomniano. I tak śmiech dla samego śmiechu, bez dobrze uzasadnionych powodów, jest traktowany trochę jako oznaka głupoty. Współczesny człowiek nie chce być głupcem, więc żeby uwierzyć w to, co starożytni przyjmowali intuicyjnie, potrzebuje naukowych badań. Dlatego stworzono naukę zwaną gelotologią, która zajmuje się badaniem wpływu śmiechu na nasz organizm. Empirycznie potwierdzono, że śmiech (nawet głupi) poprawia krwiobieg, dzięki czemu nasz organizm otrzymuje więcej tlenu i lepiej pracuje. Śmiejąc się, wciągamy w płuca więcej powietrza, co przekłada się na dobre dotlenienie mózgu, a więc lepszą koncentrację. Śmiech pobudza nasz układ odpornościowy, bo hamuje wydzielanie adrenaliny i kortyzolu, tzw. hormonów stresu. Jednocześnie zwiększa produkcję endorfin, które są odpowiedzialne za dobry nastrój. Gdy się śmiejemy, elektryczna aktywność obu półkul mózgowych jest lepiej skoordynowana, a to zapobiega depresji, która jest plagą współczesnego świata. Dla leniwych i chcących schudnąć śmiech może być namiastką ćwiczeń fizycznych. Gdy się śmiejemy, to wprawiamy w ruch wszystkie mięśnie tułowia. Skurcze mięśni podczas śmiechu poprawiają pracę jelit, wątroby, a to przyspiesza trawienie i poprawia przemianę materii.

Opisałam tę sytuację, która miała miejsce w sklepie, bo pomyślałam, że może ktoś, komu głowa tak ciąży, że nie poznaje sam siebie, po przeczytaniu tych słów uśmiechnie się i zechce uwierzyć, że śmiać się można nawet wtedy, gdy życie nas gniecie. Ja z uporem maniaka leczę się śmiechem, śmiechem oswajam lęki, śmiechem przyciągam ludzi. Chodzę słoneczną stroną ulicy, bo mimo wszystko i wbrew wszystkiemu co trudne wciąż potrafię się śmiać, czego i Wam z serca życzę.

Dodaj do ulubionych 4 Wykop

Poleć Zgłoś nadużycie
Dodany przez użytkownika: Barbara Serwin
Dodaj komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze - zaloguj się

Jeśli nie masz jeszcze konta w serwisie Pozytywne.com, zarejestruj się
Komentarze (4)
vicusia
13.02.2012 22:45
Bardzo ciekawe - Z życia wziete- Czytając juz się śmiałam.Pozdrawiam autorkę textu :)
truskawka
25.08.2010 10:52
Szczera prawda masz coś wspólnego ze mną miałam podobne zdarzenie.Pozdrawiam
magda17
27.11.2009 21:43
hahaha ;D boskie ;D
ale ja mam podobnie.. idę przez sklepy patrzę w witryny i czasem wydaje mi się że widzę kogoś znajomego.. uśmiecham się we własne odbicie i od razu mi się humor poprawia ;D
kliwia18
6.11.2009 23:03
Bardzo poprawił mi humor ten artykuł;))) Przypomniało mi to że sama często lubię się śmiac z własnych błędów;)))