Ech, to życie, warte życia

31.10.2009

33 lata temu lekarze zdiagnozowali u młodej dziewczyny guzy, nie dając szans na wyleczenie. Mimo to wciąż żyje, a nawet czuje się zdrowsza niż kiedykolwiek wcześniej, choć żadnego z guzów nie usunięto. Swoją historię opisała w książce, która była jej pracą dyplomową.

Był 1976 rok, kiedy zaczęła się źle czuć. Pracowała w tym czasie, jak na ironię, w służbie zdrowia. 
Na przekór wszystkiemu została oddelegowana do pracy z wyboru, gdzie została szefową ZWZMW w jednym z wojewódzkich miast. Bardzo zadowolona rzuciła się w wir pracy z młodzieżą. Podobnie jak większość jej rówieśników, 22-letnia dziewczyna regularnie rujnowała swoje zdrowie. Batoniki, fast foody i wypijane w biegu kawy to było jej menu, które pochłaniała pomiędzy niekończącymi się posiedzeniami plenum a różnymi wyjazdami. Nic dziwnego więc, że od czasu do czasu szalony tryb życia dawał się młodej kobiecie we znaki. Tak było i tym razem. Właśnie wróciła do swojego domu, dojeżdżając codziennie 1,5 godziny, bo z mieszkania służbowego zrezygnowała, pokazując wszystkim swoją skromność. Po "balangach w stylu gwiazd rocka", a takowe w tych czasach bywały, goniła już resztkami sił. Postanowiła więc się odtruć, oczyścić ciało i duszę, poćwiczyć i przez jakiś czas prawidłowo się odżywiać. Obiecała sobie, że na miesiąc zrezygnuje z picia alkoholu; zapisała się nawet na zajęcia z jogi, makramy, aby raz-dwa powrócić do pełni sił. Zatrudniła u siebie człowieka, który zajmował się leczeniem metodą niekonwencjonalną i był jej to najlepszy pracownik.

Był piękny majowy ranek, kiedy to poczuła się, jakby ją potrąciła ciężarówka. Bolał ją każdy mięsień. Zlekceważyła jednak cierpiące ciało, dochodząc do wniosku, że po prostu z jej formą jest gorzej, niż przypuszczała. Jak zwykle wślizgnęła się w obcisłe dżinsy, nałożyła grubą warstwę makijażu i ruszyła do pracy. Wieczorem okazało się, że sztywne mięśnie to najmniejszy problem młodej kobiety. Do nasilającego się bólu dołączyły płytki oddech i skurcze brzucha. Na następny dzień umówiła się na wizytę u lekarza. Będąc na wizycie, nie zastała miejscowego lekarza, a ten, któy był, stwierdził, że symuluje. Oburzona i zbolała, wróciła do pracy. Zauważyła jednak, że bardzo się męczy i coraz więcej śpi, wzięła więc kilka dni urlopu. Odwiedzające ją koleżanki stwierdziły, że to nie jest normalne, aby przesypiać cały dzień. Zaniepokojone takim stanem i złym wyglądem postanowiły zawezwać pogotowie ratunkowe. Lekarz nie dał jej długo czekać i na sygnale zabrano ją do szpitala wojewódzkiego. Tam zapadła w śpiączkę i w ten oto sposób wykreśliła ze swego życia pewien okres czasu. Po kilkunastodniowym przebudzeniu przeprowadzono młodej kobiecie szereg badań. Kłopoty z pęcherzykiem żółciowym - oznajmił jeden z lekarzy po krótkim badaniu. Zalecana terapia: usunąć narząd, który, gdy jest zdrowy, pomaga wątrobie w trawieniu tłuszczu, chory zaś - przysparza cierpienia. Specjalista przepisał młodej dziewczynie środki przeciwbólowe i wysłał ją na USG, aby potwierdzić, że to pęcherzyk żółciowy jest przyczyną dolegliwości. Nie był!!

"Kiedy zrobili USG, zauważyli zmiany patologiczne. Cała wątroba była pokryta kropkami, wyglądała jak ser szwajcarski" - wspomina kobieta. Zaniepokoiło ją to, ale wciąż niczego nie podejrzewała.
"Nie wiedziała, że te zmiany to guzy".

Dodaj do ulubionych 0 Wykop

Poleć Zgłoś nadużycie
Dodany przez użytkownika:
Dodaj komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze - zaloguj się

Jeśli nie masz jeszcze konta w serwisie Pozytywne.com, zarejestruj się
Komentarze (3)
olaplu
29.08.2011 11:46
Podziwiam Panią,i będę brać z pani przykład ja ciągle jestem z czegos nie zadowolona,a życie nie jest warte tego żeby się zamartwiać i dołować.Trzeba żyć.Pozdrawiam
Penny01
5.04.2010 15:27
Gratuluje charakteru
malgosia
8.11.2009 19:01
Wszystkie Teresy to najpozytywniejsze osoby jakie znam;) pozdrawiam, a ZUS to w szklance wody utopić razem z tymi pijakami, co im renty dają!