Trzymać chorobę w szachu
Zdaniem doktora specjalisty, młoda kobieta może "przeżyć całe życie" z chorobą, ale nie jest również wykluczone, że w pewnym momencie rak położy mu kres. Nie wiemy tego. Obecnie nie ma lekarstwa na ten nowotwór. Nie wątpię jednak, że nie mogłam trafić lepiej.
Nie chcę powiedzieć, że rak jest sexy. Twierdzę tylko, że choroba nie musi odbierać nam sił. Wciąż przecież żyjemy i w pełni jesteśmy ludźmi. Może i mam raka, ale radzę sobie z nim i nadal jestem sobą. Najważniejsze to mieć coś do powiedzenia i to mówić. Zdaniem kobiety nowe podejście pozwala inaczej postrzegać raka - nie w kategoriach piętna, wyroku śmierci czy wady, którą koniecznie trzeba wytępić.
"Obserwować i żyć" i nie dopuszczać najgorszych myśli
Sama kobieta mówi, że chyba najważniejszym wydarzeniem, którego doświadczyła dzięki rakowi, było spotkanie "pokrewnej duszy". Andrzeja zatrudniła do pomocy, kiedy to zaczęła budowę swojego zakładu pracy. Postanowiła uciec chorobie i tym samym zrezygnowała z pracy zawodowej w służbie zdrowia. Podczas realizacji tego projektu zakochali się w sobie. Młoda kobieta i Andrzej (która, gdy dowiedziała się o nowotworze, pomyślała, że już nigdy nie pójdzie na randkę, nie mówiąc o małżeństwie). Ze związku tego urodziła się po 14 latach córka. To był jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia... Ślubowaliśmy sobie, że wspólnie będziemy szukać przygód. Doszliśmy do wniosku, że jeżeli powiemy "dopóki śmierć nas nie rozłączy", sytuacja zrobi się zbyt melodramatyczna. W tym dniu po prostu zapomniałam o raku. Obecnie Andrzej od prawie 3 lat nie żyje, a chora kobieta usłyszała jeszcze kilkakrotnie wyrok... ma pani raka... "Nie wiem, czy to hormony obudziły śpiącego potwora". Nie wie. Ale nie ma zamiaru żyć w ciągłym strachu. Chemię postanowiła wykładać tylko na półki w Biedronce - innej opcji nie ma.
Jak się czuje 55-letnia dziś kobieta... po kilkukrotnym usłyszeniu diagnozy? Jest szczęśliwa i wydaje mi się, że zdrowsza niż kiedykolwiek wcześniej. Ostatnie badanie, przeprowadzone w lipcu, pokazało, że dobrzy ludzie umierają, a jej pozostaje dalej cieszyć się życiem... Cieszy się, że jest matką już studentki, kocha i jest kochana. Biedna, ale szczęśliwa!!!!
Wspominając swoją drogę, kobieta się zamyśla: lekarze radzili mi, żebym obserwowała i czekała.
Ja wolę obserwować i żyć... Nie czekam, nie zatrzymuję życia w miejscu. Po prostu przeżywam je ze świadomością, że w moim ciele jest rak. Życie jest zbyt piękne, żeby je sobie obrzydzać. Kiedy już przyjęłam inną perspektywę patrzenia na świat, desperacja dała mi inspirację. Zmieniłam bardzo wiele i myślę, że prowadzę niesamowite życie. Poważnie... nie sądzę, żeby ktokolwiek żył lepiej niż ja. Jak funkcjonować ze świadomością raka? Być może nigdy nie uda mi się go pozbyć, ale nie mogę pozwolić, żeby zrujnował mi życie.... Myślę tak: trzeba iść do przodu. Życie to śmiertelna choroba. Wszyscy umrzemy. Chorzy na raka są po prostu lepiej poinformowani...
A teraz nasz kochany ZUS po tylu przejściach napisał tej kobiecie orzeczenie, które brzmi: "Nie jest pani niezdolna do pracy" i pozostawił bez środków do życia!!! Czy łatwiej jest jej żyć, bez pracy, widoku na lepsze jutro?... Sama już nie wie.








































Jeśli nie masz jeszcze konta w serwisie Pozytywne.com, zarejestruj się