Optymizm

13.08.2013

optymismGdybym była sławną panią profesor psychologii i poproszono by mnie o wygłoszenie krótkiego referatu na temat optymizmu najpierw bardzo bym się ucieszyła, bo optymizm to coś co od jakiegoś czasu mam i chyba nawet w nadmiarze, ale nie narzekam od tego głowa nie boli. I optymizm to jedyna filozofia życiowa jaką chcę wyznawać i propagować. Jednak to byłoby tylko  najpierw, bo później miałabym wielki problem, co tak właściwie o tym optymizmie miałabym powiedzieć. I od czego zacząć.

Czy tak typowo, jak zwykle zaczyna się takie wykłady, od tego kto, gdzie i po raz pierwszy zajął się tym tematem na poważnie i poddał go badaniom.  Myślę, że jednak nie, bo, mimo iż jest to interesujące, to jednak ani historyk ze mnie nigdy nie będzie dobry, ani moich słuchaczy pewnie by to nie zainteresowało. Pominęłabym, więc kwestię narodzin optymizmu i odesłała sprytnie, zainteresowanych na wykład do kogoś innego lub do biblioteki. Słowo wstępne miałabym tym samym z głowy. Ale problem nie rozwiązany. Jeśli nie mówiłabym o pochodzeniu, to, czym innym zaciekawić audytorium?

 

everyday

Zracjonalizowany optymizm

Może pokazałabym bardziej prozaiczną stronę optymizmu? Taką bardziej ludzką i możliwą do zrealizowania. Chyba tak. Chyba to chciałabym powiedzieć, że optymizm nie jest niczym nadzwyczajnym. Ani magicznym, ani naukowo wyliczonym wzorem. Optymizm to racjonalne podejście do życia. Nic więcej, nic mniej.

Optymiści w swoim życiu mają tyle samo porażek, niepowodzeń, tragedii co pesymiści. Tak samo tracą pracę, rozstają się z partnerami, umierają im bliscy, chorują, tracą swój majątek. Jaka więc różnica między jednymi a drugimi? Zasadnicza - Optymiści lepiej sobie radzą
z tymi stratami, łatwiej pokonują kryzysy i szybciej z nich wychodzą. Oczywiście optymizm to nie jedyna cecha charakteryzując ludzi dobrze funkcjonujących i cieszących się zdrowiem psychicznym. Jest jednak bardzo ważną składową całości. I myślę, że ma duży wpływ na pozostałe. Na optymizm składa się kilka rzeczy. Oto one:

 

pink glassesPogodne spojrzenie w przyszłość

Pozytywny stosunek do świata, przekonanie, że mimo wszystko jest dobry pozwala nam swobodniej w tym świecie być. Czy musimy wsłuchiwać się w te wszystkie tragiczne informacje wylewane na nas każdego dnia z radia, telewizji, Internetu? Gdy coś złego dzieje się na świecie, a dzieje się ciągle, moja Babcia mówi: „Boże co to się wyprawia, kiedyś tak nie było, gdzie zmierza ten świat". Niestety, było. Trzęsienia ziemie, pożary, powodzie, to wszystko było, tylko z telewizją było gorzej. Nie znaczy to, że mamy zamknąć się na cierpienia innych ludzi i udawać, że nas to nie dotyczy. Absolutnie nie. Mamy po prostu zając się tym, na co mamy wpływ. Jeśli mogę komuś pomóc, to robię to. Ale pomagam, nie zamartwiam się cały dzień, jak cierpią inni, jaki straszny los ich spotkał i na tym poprzestaję. Jeszcze nigdy nie spotkałam człowieka, który swoim zamartwianiem się i przeżywaniem tragedii innych zmienił by choć trochę coś na lepsze. Koncentrowanie się na złych wiadomościach obniża nasz nastrój, sprawia, że świat wydaje nam się pełen zagrożeń, niebezpieczeństw. I jak w takim koszmarnym świecie żyć?

Pogodne spoglądanie w przyszłość ma moc uspokajającą, porządkującą nasze myśli.
I nie mówię tu o popadaniu w ślepą, naiwną wiarę, że jakoś to będzie i manna z nieba spadnie, kredyt sam się spłaci, pracodawca zapuka do naszych drzwi a narzeczony już gotuje dla nas wspaniałą kolację. Samo nic się nie stanie. Ale popadanie w przerażenie, że nigdy i nigdzie nie dostanę pracy mnie osobiście nie mobilizuje by, choć sięgnąć po gazetę z ogłoszeniami drobnymi, o pisaniu cv i listu motywacyjnego nawet nie wspomnę! Wiara w lepsze jutro popchnie mnie do działania, jeśli zastanowię się, czego tak naprawdę chcę, czego potrzebuję i skąd mogę to wziąć.

 

cookingUgotuj problem

Rozwiązywanie problemów powinno odbywać się w kuchni. Dlaczego? By postępować jak z gotowaniem obiadu. Problem to obiad, który ma być dobry i zjadliwy, a jak do tego jeszcze ładnie wygląda to pełny sukces. Nikt nie gotuje obiadu wrzucając wszystko, co ma do byle garnka i wstawiając do piekarnika. Chyba, że robi ostatni posiłek, jaki ma zamiar zjeść w swoim życiu. Choć i wówczas nie ma gwarancji powodzenia. Gotowanie to cała procedura. Najpierw pomysł, później składniki, rekonesans w zapasach, - co jest, a co trzeba kupić. Zakupy, jeśli okaże się, że są braki. I wreszcie samo gotowanie, czyli skrobanie, nacinanie, zalewanie, przyprawianie, smażenie, gotowanie lub pieczenie, aż wreszcie konsumpcja. Problem wymaga tych samych zabiegów, tyle, że  nie potrzeba nam garnków ani nożyków. Jeśli coś nas trapi, to zastanówmy się, co to takiego jest. Czyli - jaką zupę chcę ugotować. Jak już wiem, co to za potwór, to teraz sprawdzam, jak z nim walczyć - czyli czy mam to gotować, smażyć, czy upiec. Np. jeśli nie mam pieniędzy tyle ile mi potrzeba, to mogę albo je ukraść - pomijając kwestie moralno - etyczne, muszę się liczyć z tym, że jak mnie złapią to nie dość, że pieniędzy mieć nie będę, to jeszcze pewnie mnie zamkną, odpada więc kradzież. Mogę pożyczyć, jeśli mam, od kogo i warto też zastanowić się skąd wezmę by oddać. Wreszcie mogę spróbować je zarobić. Wiem, z pracą ciężko. Jednak nie aż tak ciężko by nigdzie jej nie było. Warto inwestować w siebie i rozwijać swoje mniejsze i większe zdolności, wtedy mam, z czego wybierać i mam, co innym zaoferować. Czyli mam lepiej zaopatrzoną spiżarnię i produkty na różne dania. Optymizm pozwala na zachowanie dystansu i przywoływanie się do porządku. Dla pesymisty każda z zaproponowanych tutaj czynności zawsze znajdzie swoje „tak ale". Przeszkadza to w podjęciu decyzji i co ważniejsze w rozpoczęciu działania. 

 

trustPozytywne nastawienie do ludzi

Pozytywne nastawienie do ludzi sprzyja utrzymywaniu starych znajomości, nawiązywaniu nowych. Jeśli uważam, że inni może nie od razu chcą mi nieba przychylić (taki optymizm już raczej powinno się leczyć), ale z pewnością nie zaczną od podkładania mi nogi, to chętniej wchodzę z nimi w relacje. Jak uśmiechnę się rano do pani sprzedającej mi bułki to zrobi się milej i obie będziemy w lepszych nastrojach.  A jeśli nie odpowie na mój uśmiech? Cóż z tego, czy odpadnie mi ręka? Nie sądzę. Jutro znów spróbuje zabierając świeży chlebek na śniadanie uśmiechnąć się do niej. Wychodzenie do pracy, gdzie czekają na mnie sami wredni, nastawieni na rywalizację i podkładanie świń współpracownicy, jest wręcz masochistyczne. Czy jednak w istocie tak jest? Może jest kilka osób, których nie lubię, ale ostatecznie wcale nie muszę się z nimi spotykać i mogę do minimum ograniczyć z nimi kontakty. Do pracy nie idę w celach towarzyskich. Mam swoje zadania, wykonam je jak tylko potrafię najlepiej i tyle. Jeśli pomyślę nieco cieplej o swoich współpracownikach, wyobrażę ich sobie jako ludzi mających swoje domy, rodziny, radości i smutki, może łatwiej będzie z nimi przepracować tych kilka godzin.

 

love him... i do samego siebie w szczególności

Pozytywne nastawienie do siebie, nie raz najtrudniejsza rzecz na świecie. Najtrudniejsza i jednocześnie najważniejsza. Jeśli ja siebie nie lubię, nie szanuje, nie cenię, to, jakim cudem ktoś inny miałby to zrobić? Bywa tak, że nasi bliscy, przyjaciele czy znajomo przekonują nas, że jesteśmy fajni, ładni, mądrzy etc. etc.  nie sprawdzajmy jak długo mogą to powtarzać. W końcu każdemu się znudzi, gdy zauważy, że jego słowa odbijają się od nas jak groch od ściany. Każdy człowiek niesie ze sobą i swoim życiem coś cennego, niepowtarzalnego, ważnego. Od niego samego tylko zależy co z tym zrobi i jak. To coś czasem jest bardzo maleńkie, bo przez lata niedoceniane, nierozwijalne a nawet negowane i odrzucane. Jest jak ziarnko, które nie ma szans wykiełkować. Zaniedbujemy siebie podziwiając innych i zazdroszcząc im, krzywdzimy siebie negując własną osobę przez porównania z tymi bogatszymi, zdolniejszymi, piękniejszymi. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma od nas lepiej, ale jest też ktoś, kto w porównaniu z nami żyje prawie, że w piekle. Zamiast więc tracić czas na bezproduktywne przykładanie siebie do wzorca z jakiegoś kolorowego pisma, warto zrobić coś, by było nam lepiej. Dlaczego by nie zacząć od wypisania wszystkich swoich atutów, osiągnięć, umiejętności. Można też przyjrzeć się swoim wadom, zastanowić, które warto zmienić, a które ostatecznie zostawić. Z ideałami nie da się żyć, więc odpuśćmy trochę ambicji i zejdźmy na ziemię. Każdy ma swoje mocne i słabe strony, każdy może coś w sobie zmienić, a cos musi zostać tak jak jest. Ważne jak to wykorzystamy i którą stronę pokażemy światu.

 

friendshipOswojona przeszłość

Pozytywny stosunek do przeszłości. Dla mnie osobiście to bardzo ważna składowa optymizmu. Wiadomo, przeszłości w żaden sposób nie możemy zmienić. To, co nas spotkało, już minęło i nie mamy na to żadnego wpływu, poza tym jednym małym szczegółem. Możemy z uśmiechem na to spojrzeć. Możemy podziękować, że udało nam się przeżyć, jeśli to była jakaś tragedia. Możemy wyciągnąć z tego jakąś naukę na przyszłość. Możemy dostrzec, że ostatecznie nie ma tego złego, co by nam na dobre nie wyszło. Pogodzenie się ze swoją przeszłością, spojrzenie wstecz i posłanie uśmiechu za siebie, nawet ironicznego, pozwoli nam iść dalej z podniesioną głową.

 

Tak, właśnie w ten sposób chciałabym mówić o optymizmie. Bez wzbudzania salw śmiechu, pompowania sztucznie atmosfery przekonaniami, że jest super a będzie jeszcze lepiej, wystarczy zamknąć oczy i powtarzać przez 10 minut „jestem cudowna i moje marzenia się spełnią". To nie jest optymizm. To oszukiwanie samego siebie. Optymizm jest rozsądnym działaniem podejmowanym z nadzieją, że osiągnę swój cel. Czego życzę wszystkim czytającym ten tekst i sobie.

Aleksandra Semla-Baron

źródło: plasterek.pl
Dodaj do ulubionych 1 Wykop

Poleć Zgłoś nadużycie
Dodany przez użytkownika:
Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze - zaloguj się

Jeśli nie masz jeszcze konta w serwisie Pozytywne.com, zarejestruj się
Komentarze (0)