Uzdrawiająca moc wyobraźni

Elżbieta Binswanger-Stefańska
12.05.2006

„To cud”, mówimy, gdy ktoś wbrew pesymistycznym prognozom lekarzy wraca do zdrowia i ma się dobrze. Ale, jak wiadomo, na cuda lepiej nie liczyć. Chociaż? Świadome wspieranie siłą naszej wyobraźni leczenia tradycyjnymi metodami stosowanymi we współczesnej medycynie potrafi naprawdę czynić cuda.

Jeżeli nasz organizm zawodzi, korzystamy z dobrodziejstw medycyny, która w naszych czasach ogromnie dużo potrafi − do transplantacji organów i diagnozowania w oparciu o kod genetyczny włącznie. Nic dziwnego, medycyna to jedna z najstarszych nauk i wiele, wiele pokoleń pracowało na nasze dzisiejsze osiągnięcia. Już ludy pierwotne miały swoich lekarzy − szamanów, uzdrawiaczy, czarowników, znachorów. Obserwowali oni wnikliwie ludzkie ciało. Wypracowywali różne sposoby na uzdrawianie organizmów, przepędzali choroby zaklęciami, ale też robili operacje, wynajdowali lekarstwa. Czasami skuteczne, czasami nieskuteczne. Nie inaczej niż dziś. Zdobytą wiedzę przekazywali swoim zaufanym uczniom. Medycyna wieki całe była wiedzą tajemną zastrzeżoną tylko dla wybrańców. Za rządów Hammurabiego, najsłynniejszego władcy starożytnej Babilonii, wprowadzono do świątyń nowego boga, Ea, pierwszego wielkiego kosmicznego przodka lekarzy. A przy świątyniach pojawiły się pierwsze ośrodki nauczania sztuki medycznej. Absolwenci na długo przed przysięgą Hipokratesa składali przysięgę na wierność, o czym mówi jedna z glinianych tabliczek zapisanych pismem klinowym. Nie wiadomo wszak, czy była to wierność władcy czy zawodowi, ale wiadomo, że taki zawód już istniał. W ‘podręcznikach” datowanych na 2200 lat p.n.e. znajdujemy opisy chorób z racjonalnymi, a więc bez użycia magii, sposobami leczenia. Herodot z Halikarnasu odbywający w V wieku p.n.e. podróż po Egipcie zanotował istnienie lekarzy różnych specjalności „od chorób oczu, od głowy, od chorób ukrytych”. Grek Hipokrates, żyjący na przełomie V i IV wieku p.n.e. twórca kanonu etyki lekarskiej zwany „ojcem medycyny”, przekazał nam głęboką prawdę o istocie zdrowia: „jest ono wyrazem równowagi między składnikami natury człowieka, jego środowiskiem i trybem życia, wszystko, co dzieje się w umyśle, wpływa na ciało, a to, co dzieje się z ciałem, wpływa na umysł”. I nakazywał lekarzom badanie chorego pod każdym względem i w każdym z możliwych aspektów, obok symptomów choroby należało uwzględniać wiek chorego, jego sposób odżywiania się, jego temperament, stan psychiczny, wyraz twarzy, siłę głosu i ogólną postawę.



Dziś nazwalibyśmy to badaniem holistycznym, czyli całościowym. Bo choć późniejsze wieki, z kulminacją w czasach Oświecenia, doprowadziły do takiego zracjonalizowania nauk, że i ciało człowieka zaczęto uważać za rodzaj bezdusznego mechanizmu, to jednak dalsze postępy w nauce wykazały mylność takiego podejścia. Dziś lekarze wiedzą doskonale, że jeżeli nie uwzględnią psychiki chorego w zalecanej terapii, to może oznaczać to klęskę w leczeniu. Chory musi współpracować z lekarzem, musi chcieć wyzdrowieć, musi mobilizować swoje siły psychiczne, musi się zaangażować w leczenie. Neurobiolodzy coraz częściej skłaniają się do stwierdzenia, że „umysł przenika każdą komórkę ciała”, tak jak w każdej komórce ciała znajduje się nasz pełny kod genetyczny. Nie wszystkie kultury musiały to na nowo odkrywać. Docierająca do żyjących w głębi Amazonii indiańskich szczepów polska podróżniczka i pisarka Beata Pawlikowska opowiada, że indiańscy szamani to równocześnie lekarze, powiernicy, spowiednicy i jasnowidze i że to oni kazali jej odwrócić nasze „w zdrowym ciele zdrowy duch” na „zdrowy duch gwarantuje zdrowe ciało.”

Dodaj do ulubionych 0 Wykop

Poleć Zgłoś nadużycie
Dodany przez użytkownika: Elżbieta Binswanger-Stefańska
Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze - zaloguj się

Jeśli nie masz jeszcze konta w serwisie Pozytywne.com, zarejestruj się
Komentarze (0)