Uzdrawiająca moc wyobraźni

Elżbieta Binswanger-Stefańska
12.05.2006

Weźmy choćby taki przykład. Mówimy „starość nie radość”. I już jesteśmy zaprogramowani, że w miarę starzenia się nic dobrego nie może nas spotkać, bo starość oznacza choroby, zniedołężnienie, samotność, brak sensu, małą emeryturę. Tymczasem wcale tak nie musi być. Owszem, im więcej lat, tym większe prawdopodobieństwo zachorowania czy niedomagania, bo organizm się zużywa, ale to przecież z latami stajemy się mądrzejsi, spokojniejsi, pewniejsi siebie. A gdyby hasło głosiło „starość to radość”? Ktoś, kto całe życie był aktywny, pogodny, pełen życia, i na starość nie przestaje takim być. Cieszy się, że z każdym rokiem jego życie jest dłuższe, i wykorzystuje każdy moment do zrobienia tego wszystkiego, na co od zawsze miał ochotę, a na co jak dotąd brakowało mu czasu. Wszyscy potrafimy wymienić ludzi z naszego otoczenia, lub też spośród ludzi znanych nam z telewizji czy z lektur, którzy do późnego wieku byli/są twórczy, dynamiczni, mają powodzenie u płci przeciwnej, są autorytetami, cieszą się ogólnym poszanowaniem, a przede wszystkim cieszą się życiem. W książce „Twórcy. Geniusze wyobraźni w dziejach świata”** mamy poczet największych z nich. Warto przyjrzeć się tym życiorysom, bo jedną z cech charakteryzujących ich bohaterów jest niebywała aktywność przez całe życie, również w podeszłym wieku, jeśli takiego dożyli, i nie dopadła ich naprawdę nieuleczalna choroba. Benjamin Franklin był nie tylko człowiekiem bardzo aktywnym w wielu dziedzinach od elektryczności po politykę, ale miał także ogromny urok osobisty, którym, jak czytamy, „czarował najwytworniejsze salony i najbardziej wymarzone sypialnie”. W czasie swojego pobytu w Paryżu uwiódł piękną panią Helwecjusz, wdowę po słynnym filozofie, która sama zasłynęła prowadzeniem salonu filozoficznego. Madame przekroczyła właśnie sześćdziesiątkę, gdy dobiegający setki pisarz Fontenelle skomplementował ją, żałując, że nie ma już osiemdziesiątki, bo wtedy, och i ach! Na to Franklin, koło osiemdziesiątki właśnie, podbił pałeczkę, zapewniając, że odwiedzi wkrótce piękną panią, „ale czeka, aż noce będą dłuższe”.


A zatem spróbujmy nie martwić się na zapas i zacząć żyć pełnią życia tu i teraz. Nie straszmy sami siebie „czarną godziną” w nieokreślonej przyszłości, bo po co ma nam rzucać cień na naszą zupełnie realną teraźniejszość? Będzie miała nadejść, to i tak nadejdzie, ale po co ma nad nami wisieć, jeśli nie jest nam przeznaczona? Owszem, trzeba być przezornym, myśleć perspektywicznie, planować, ale nie ma powodu się zagnębiać. Myślmy o sobie i innych dobrze. Rano zamiast wiadomości słuchajmy przyjemnej muzyki, czytajmy ciekawe, wartościowe książki, uśmiechnijmy się do sąsiada, pogłaszczmy psa. „Możesz uzdrowić swoje życie”***, obiecuje Louise L. Hay w książce pod tym właśnie tytułem. Cuda się nie zdarzają, to prawda, ale przecież każdy nasz dzień, każdą chwilę możemy cudownie przeżyć. To może właśnie nam się zdarzyć. Przecież sam fakt, że żyjemy, samo życie, jest cudem.




*Gillian Butler i Tony Hope: „Zarządzaj swoim życiem”, Oficyna Wydawnicza ABA, Warszawa 2004

** Daniel J. Boorstin: „Twórcy. Geniusze wyobraźni w dziejach świata”, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 2002

*** Louise L. Hay : „Możesz uzdrowić swoje życie”, wyd. Medium, Warszawa 1994

Dodaj do ulubionych 0 Wykop

Poleć Zgłoś nadużycie
Dodany przez użytkownika: Elżbieta Binswanger-Stefańska
Ten artykuł nie ma jeszcze żadnych komentarzy.
Twój może być pierwszy!

Dodaj komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze - zaloguj się

Jeśli nie masz jeszcze konta w serwisie Pozytywne.com, zarejestruj się
Komentarze (0)