Zarządzanie kącikami ust

15.05.2006

temu, który się uśmiecha. Na co dzień obowiązywał model sowiecki z zamkniętą, powściągliwą twarzą. Istniał też uśmiech propagandowy z plakatów i piosenek, z uśmiechem patrzyło się w „świetlaną przyszłość” i „budowało nowy dom”.


Obcokrajowcy jednak wciąż postrzegają nas jako naród posępny. Przeanalizował pan dzieje uśmiechu w polskiej sztuce: literaturze, malarstwie, filmie i fotografii. Czy to dzieje polskiego ponuractwa?


Interesowały mnie powody, dlaczego tacy jesteśmy. W dużej mierze wynika to z naszego przywiązania do szczerości i naturalności oraz specyficznej postawy wobec życia doczesnego, które jest dla nas często jedynie padołem łez. Taki odbiór świata sugeruje, że powodów do radości mamy znów nie tak wiele. Każdego dotykają problemy związane ze zdrowiem, pracą czy pieniędzmi. A więc nie będziemy się uśmiechać, bo nie ma do czego.

Z badań wynika jednak, że uśmiech nie musi iść w parze z dobrobytem. Najczęściej na świecie uśmiechają się Brazylijczycy, a przecież Brazylia nie należy do krajów zamożnych.


Rzeczywiście, Brazylijczycy, przynajmniej w moich badaniach, okazali się prawdziwymi przodownikami uśmiechu. Podobnie mieszkańcy Indonezji. Oni faktycznie mają mało powodów, żeby się uśmiechać, ale zamiast narzekać jak Polacy, biorą życie takim, jakie jest.

Prof. Bogdan Wojciszke, który od lat analizuje polską skłonność do narzekania, wyróżnia trzy rodzaje kultur: te, którymi rządzi norma afirmacji, pośrednie typu keep smiling, jak kultura brytyjska, i takie, w których nie wypada być szczęśliwym. My mieścimy się w tej trzeciej grupie. „Cztery wieki bez uśmiechu” zatytułował pan jeden z rozdziałów swojej książki o polskim malarstwie portretowym. Dramat!

Nie zawsze tak się zachowywaliśmy, ale chcieliśmy, żeby nas tak odbierano. Taką wizytówkę dawaliśmy światu. Powaga w powszechnym mniemaniu wiązała się z dostojeństwem, tęsknotą za byciem kimś ważnym i szanowanym. Portret pokazywał człowieka tak, jak on chciał wyglądać dla potomnych, był rodzajem społecznej maski. Praktycznie aż do połowy XIX w. dusza czy osobowość portretowanego z jego portretem nie miały wiele wspólnego.


Czy pod chęcią utrwalenia dostojnego wyglądu kryły się polskie kompleksy?

Możliwe. Sztywne pozy i nadęte, pozbawione cienia uśmiechu oblicza spotkać można często także w malarstwie hiszpańskim i francuskim. Tam jednak był to przede wszystkim sposób portretowania koronowanych głów i arystokracji, w Polsce portretował się tak byle szlachetka. Tę polską skłonność do puszenia się i nadymania można dostrzec zresztą i dzisiaj, gdy przegląda się kolorowe magazyny. Solenną powagę częściej widać jednak u przedstawicieli starszego pokolenia, szczególnie tzw. finansowej elity. Młode gwiazdy filmu i piosenki przejmują z reguły wzorce amerykańskie.

Zdaniem Marii Janion przez 200 lat, aż po okres po stanie wojennym, byliśmy pod wpływem stylu symboliczno-romantycznego z jego kultem cierpiętnictwa, martyrologią, gloryfikacją porażek. Może dlatego nam nie do śmiechu?

Rozdrapywanie ran nie najlepiej współgra z uśmiechem. Z taką postawą harmonizuje raczej twarz pełna bolesnej zadumy, delektująca się smutkiem czy nieszczęściem. Uśmiech jest niewskazany, chyba że ironiczny lub gorzki, wyrażający myśl: z czego mamy się śmiać, skoro wokół czarna rozpacz. Zadziwiające, jak trudno znaleźć w polskim XIX-wiecznym malarstwie rodzajowym pogodny wątek. Króluje martyrologia, chłopska nędza, niedola miejskiego proletariatu, narodowe zrywy. Nawet takie tematy jak wesele czy chrzciny stawały się często okazją do ponurej zadumy nad ludzkim losem. Jednym z niewielu obrazów z tego okresu, na których dostrzec można uśmiech, jest „Przed karczmą” Józefa Chełmońskiego. Ale nawet tam dominuje atmosfera beznadziei, chłopskie twarze przeorane biedą i otępiałe od alkoholu, starcy spleceni w chocholim tańcu. U nas malarz podejmował ciężar uczestniczenia w ważnym przekazie społecznym dla pokrzepienia serc, dawał wyraz patriotyzmowi, pochylał się nad niedolą uciemiężonych.

Niedawno językoznawca prof. Jerzy Bralczyk zauważył, że współcześni politycy nawiązują do romantyczno-cierpiętniczego wzorca. Uśmiech prezydenta Kaczyńskiego zinterpretował: Nic nie jest takie, jak się państwu zdaje. Zgadza się pan z tą interpretacją?

To uśmiech niebezpieczny, nie wiadomo, co się za nim kryje. Ale nie pojawia się on zbyt często. W tej chwili dominuje u nas kod narodowo-patriotyczny: troska o kraj, walka ze złem, korupcją, koncentracja na trudnych zadaniach. Uśmiech nie współbrzmi dobrze z tymi zadaniami. Profesor Bralczyk mówił też o kamiennych twarzach trzech muszkieterów, czyli
Dodaj do ulubionych 0 Wykop

Poleć Zgłoś nadużycie
Dodany przez użytkownika:
Dodaj komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze - zaloguj się

Jeśli nie masz jeszcze konta w serwisie Pozytywne.com, zarejestruj się
Komentarze (1)
Tina54
Tina54
16.05.2006 18:56
Bardzo ciekawy artykuł.
poprawil mi nastrój.
Własnie sie usmiecham:-)