Natura lubi stan równowagi...

24.07.2006

Kiedyś byłem wielkim pesymistą. Zdarzyło się jednak coś co zmieniło moje nastawienie do świata i pozwoliło mi „nawrócić się” na optymizm. Stało się tak za sprawą pewnego bardzo pozytywnie patrzącego na życie człowieka, którego poznałem parę miesięcy temu. To co kiedyś powiedział zmieniło moją filozofię życiową. Ale po kolei...

To był dzień przed bardzo ważnym egzaminem, od którego zależało moje „być albo nie być” na tej uczelni. Materiał był dość obszerny i wymagał wielogodzinnej powtórki. Dość wcześnie zabrałem się do nauki, ale jak to zazwyczaj bywa zawsze brakuje czasu... Ani się nie obejrzałem a była już godzina trzecia w nocy. Co gorsza jeszcze sporo nauki przede mną. Zrobiłem sobie krótką przerwę, położyłem się na łóżku i... obudził mnie budzik o 7.30 rano. W tym momencie uświadomiłem sobie, że przecież nie powtórzyłem najważniejszych działów, które są „czarnymi końmi” wykładowcy! No cóż, czasu już nie było więc zmartwiony poszedłem na tramwaj. Tak bardzo zależało mi na tym egzaminie... Jeśli nie zdam nie będę mógł pojechać do miłości mojego życia, która studiuje w innym mieście oddalonym o paręset kilometrów...



Wybiegając z akademika kupiłem bilet i pognałem na przystanek. Czekając na tramwaj spotkałem mojego przyjaciela. Przy miłej rozmowie szybko minął czas oczekiwania na nasz „środek transportu”. W czasie jazdy podeszło do nas dwóch panów ubranych w czarne kurtki, z identyfikatorami na piersi - kontrola biletów. Jak dobrze, że mam swój bilet... Ale zaraz... Zajęty rozmową z kolegą zapomniałem go skasować! Oczywiście dostałem mandat... Dzień zaczął się pechowo, a przez egzamin nie zapowiada się, żeby lepiej się skończył... Kiedy tak siedziałem zasmucony skurczeniem się mojego i tak niewielkiego studenckiego budżetu, usłyszałem z ust mojego kolegi niezwykle trafne i podnoszące na duchu słowa:
„Nie przejmuj się. Natura lubi stan równowagi, więc każde nieszczęście jest rekompensowane przez szczęście!”

Słowa kolegi sprawdziły się szybciej niż przypuszczałem! Podszedłem do egzaminu i nie wierzyłem własnemu szczęściu! Miałem prawdziwego farta, bo dostałem dokładnie takie pytania, na które odpowiedź znałem najlepiej! W rezultacie egzamin zaliczyłem na 5.0! Trzeba dodać, że to jedna z niewielu piątek w mojej karierze studenckiej, bo poziom był naprawdę wysoki. Parę godzin później jechałem już pociągiem do mojej ukochanej i myślałem o tym jak prawdziwe były słowa mojego przyjaciela. Rzeczywiście po złym zawsze następuje dobre, fortuna kołem się toczy i nigdy nie należy tracić nadziei, że będzie lepiej!

Myślę, że te wydarzenia w jakimś stopniu zmieniły moje życie. Od tej chwili bardziej optymistycznie patrzę w przyszłość. Myślę, że słowa mojego kolegi stanowią świetną maksymę życiową. Może i Wy wprowadzicie ją w życie?

Mam nadzieję, że moja historia pomoże komuś. Jeśli mieliście podobne to opiszcie je nam i wyślijcie na adres redakcji. Na pewno zostaną umieszczone na stronie.

Pozdrawiam

Blady


Chciałbym w szczególności pozdrowić Błażeja T. (optymistycznego znajomego) z akademika nr 5 Politechniki Łódzkiej.

Dodaj do ulubionych 4 Wykop

Poleć Zgłoś nadużycie
Dodany przez użytkownika:
Dodaj komentarz
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze - zaloguj się

Jeśli nie masz jeszcze konta w serwisie Pozytywne.com, zarejestruj się
Komentarze (4)
nsz135
3.07.2010 21:14
Wiem o tym doskonale ale czy w moim przypadku tak będzie ;) Mam nadzieje że tak ;p
Magnolia21
19.11.2009 12:42
Wow, bardzo fajna i ciekawa historia.
Z pewnością słowa Twojego kolegi wiele znaczą, hmm również chcę wierzyć, że po złym przychodzi lepsze, że po burzy spokój ...
Pozdrawiam i samych pozytywów życzę :)
aga
aga
20.02.2009 12:55
wiem ile nerwów zjada sesja egzaminacyjna ale nie można się poddawać też jestem studentką i to przerabiam nie jeden raz ale kochani myśleć pozytywnie
Kamil
Kamil
24.07.2006 17:20
To chyba nie był jedyny egzamin na który wkuwałeś do rana,co?:) Pozdrawaim i trzymaj się na ASP!